• Wpisów:304
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin:32 032 / 2260 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tadaaaa! Wróciłam z odcinkiem Postanowiłam, że nie mogę zostawić tak niedokończonego opowiadania, więc napisałam jeden i ostatni raz odcinek. Więc miłego czytania ^^


*Przypomnienie ogólne
Rose bierze ślub z Zaynem. Podczas niego chłopak wychodzi do klubu nocnego zostawiając Rose samotną. Dziewczyna rozmawia z Brunem i ostatecznie zostają parą. Następnego ranka mają niespodziewanego gościa. Jest nim Zayn.

*Odc.45 - ostatni*
Zamurowało mnie. Spodziewałam się każdego, ale nie jego.. Może i trochę ucieszył mnie jego widok. Niby mnie skrzywdził, tak, ale... Ja nie potrafię się długo gniewać, a zwłaszcza na niego.. Jest dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałam.. Jednak dalej czułam do niego wstręt i obrzydzenie za to co zrobił.
-Czego tu chcesz? - zapytałam drętwo, nie patrząc mu w oczy.
-Możemy pogadać?
-Mamy jeszcze o czym?
-Mamy. Proszę wysłuchaj mnie.
-Nie będę cię słuchać. Skrzywdziłeś mnie. Bardzo. Postaw się na moim miejscu. Ja rozumiem, takie sytuacje się często zdarzają w małżeństwach. Ale w dzień ślubu? To miała być najpiękniejsza chwila w naszym życiu. – mówiłam ze łzami w oczach.
-Nie chciałem, żeby to tak wyglądało. Upiłem się, przepraszam, nic nie pamiętam.
-Zayn do cholery przestań kłamać! Rozmawiałam z twoim kuzynem, widział jak wychodziłeś. Powiedział mi że wypiłeś niecałą lampkę szampana!
-Co to za krzyki? - z salonu wyskoczył Bruno. – Ohoho, kogo my tu mamy, pan romantyczny, który zostawił swoją żonę w dzień ślubu.
-Spierdalaj... - powiedział przewracając oczami.
-NIE MÓW TAK DO NIEGO! - krzyknęłam.
-Nie rozumiesz, że ona nie chce z tobą rozmawiać?! – wyrwał się Bruno.
-A może ty byś przestał wtrącać swoje grube cztery litery w nie swoje sprawy?!
-To JEST moja sprawa!
-Dobra, chłopaki, spokój! – próbowałam ich uspokoić, bo nie zapowiadało się ciekawie. – Bruno, możesz nas zostawić samych? – poprosiłam. On tylko przejechał Malika wzrokiem i odszedł.
-Więc… - zaczął.
-Więc, nie, Zayn – wyprzedziłam go.
-Ale…
-Nie. Zayn, słuchaj to był test. Test, który wykazał, że ten cały związek nie ma sensu. Jesteś dla mnie jak brat. Tylko brat. Nie chce cię stracić. Po prostu zapomnijmy o tym. Wiem, że to będzie trudne, ale spróbujmy. Tak będzie najlepiej.
-Chyba masz rację…
-Przyjaciele? – wyciągnęłam w jego kierunku rękę.
-Przyjaciele. – uściskał ją.
Przytuliliśmy się, po czym pożegnaliśmy.
-I co? – Bru wychylił głowę z sypialni.
-Nic, jesteśmy przyjaciółmi.
-Rose…
-Bruno… - uśmiechnęłam się.
WŁĄCZiframe width="408" height="230" src="http://www.youtube.com/embed/vNqQJ3vH6XM" frameborder="0" allowfullscreen>
-Dobra zapomnijmy o tym. Chodź, mam coś dla ciebie.
-Co takiego?
-Zobaczysz. –odpowiedział i zasłonił mi oczy szalem.
-Ughh… - nienawidzę takich niespodzianek.
Nie mam pojęcia gdzie mnie zaprowadzi, ale jest to na dworze.
-Jesteśmy! – wykrzyknął i powoli rozwiązał mi szal.
Moim oczom ukazał się motor. Ale jaki motor. Ah… On zawsze wie czego chcę. Tak dawno nie czułam tego wiatru we włosach…
-Kocham cię – przytuliłam go.
-Wsiadaj.
Usiadł, a ja za nim. Założył na siebie wielki czarny kask. Ja się nie doczekałam.
-Bruno? A dla mnie?
-Niestety nie ma, w wypożyczalni mieli tylko jeden. Ale będę ostrożny, nie martw się.
Jego słowa otuchy nic mi nie dawały. Boję się jeździć niebezpiecznie. W samochodzie zawsze zapinam pasy, na rowerze zawsze mam kask, a na motorze też zawsze miałam.
Ruszyliśmy. Najpierw powoli, a potem nabraliśmy już odpowiedniego tępa. Ahh to uczucie. Uwielbiam. Po prostu.. Czujesz taką wolność i swobodę. Uczucie nie do opisania. Pamiętam jak mój tata pierwszy raz zabrał mnie na wycieczkę motorem. Miałam 7 lat. Od tamtej pory kocham te maszyny.
Z wspomnień wyrwało mnie dziwne uczucie. Czułam, że jedziemy coraz szybciej. Lekko się wystraszyłam.
-Bruno? Możesz zwolnić?
-Ok.
Ale nie zwalniał.
-Bruno zwolnij! – powiedziałam lekko podenerwowana.
-Najpierw mocno mnie przytul i powiedz jak mnie kochasz.
-Kocham cię najmocniej na świecie, ale zwolnij. – powiedziałam przytulając go.
I dalej nic. A prędkość wzrastała.
-Bruno… proszę… zwolnij…
-Zdejmij mi kask i załóż go na siebie. A potem powiedz jak bardzo mnie kochasz.
Zrobiłam jak kazał.
-Bruno, kocham cię, zwolnij już…
-Ja ciebie też kocham, pamiętaj o tym.
-Bruno ale o co ci chodzi cz nie możesz po prostu zw…… - nie dokończyłam. Poczułam przeszywający ból w całym ciele. Dalej tylko ciemność.

Otworzyłam oczy. Biało. Wszędzie biało. Gdzie ja jestem? Próbowałam obrócić głowę ale ból mi zabronił. Zasyczałam. Ktoś wszedł do pomieszczenia.
-Dzień dobry pani Grant. Jak się pani czuje?
-Co się stało.. Gdzie ja jestem.. – zapytałam zmęczonym głosem siadając na łóżku.
-W szpitalu. Miała pani wypadek.
-Jak to wypadek? Nic nie pamiętam..
-Jechała pani z pewnym mężczyzną motorem. Zepsuły się hamulce i motor jechał coraz szybciej. Wjechała pani w tira jadącego z naprzeciwko z prędkością 210 km/h. O dziwo ma pani lekkie obrażenia, wyjdzie pani z tego. Kask panią uratował.
Zaraz.. Motor, mężczyzna, kask…
Bruno…
-Co z tym mężczyzną? – zapytałam niecierpliwie.
-Cóż.. Nie jest dobrze. Chłopak przeżył ciężki wstrząs mózgu, wciąż leży w śpiączce. Nie wiadomo czy z tego wyjdzie, szanse są bardzo małe. Przykro mi.
Momentalnie fala łez wypłynęła mi z oczu.
-Czy to był dla pani ktoś ważny?
-To był mój chłopak… Ale nie jakiś zwykły chłopak… To był najlepszy człowiek na świecie. Za to co w życiu zrobił należy mu się cholerny tron w niebie.
Nagle wszystko mi wróciło.
-Czy zrobił coś niezwykłego w ostatnim czasie?
-Oddał za mnie swoje życie – uśmiechnęłam się lekko przez łzy.
Lekarz pogłaskał mnie po ramieniu i wyszedł. Zostawił mnie samą. Patrzyłam przed siebie. Czym on sobie na to zasłużył? Niczym. Niczym!
Biłam się z myślami co teraz będzie. Do pokoju jeszcze raz wszedł lekarz. Skorzystałam z okazji.
-Czy… mogę się z nim zobaczyć?
-Oczywiście, proszę za mną.
Zaprowadził mnie korytarzem do innego pomieszczenia. Wszyscy patrzyli na mnie jakby ze współczuciem. Albo to tylko moja wyobraźnia.. Weszliśmy przez drzwi i ujrzałam go. Leżał nieruchomo, z zamkniętymi oczami. Popatrzył na ekran obok niego. Puls spadał, a serce waliło szybko. Za szybko. Usiadłam przy nim.
-Kocham cię. Za wszystko. Za to co zrobiłeś i za to że byłeś przy mnie. Zawsze. W każdej chwili. W każdym momencie. Na każde zawołanie. Kocham cię za to wszystko. Świat nigdy o tobie nie zapomni Bruno Marsie.
Położyłam swoją dłoń na jego. Była lodowata. Wytarłam rękawem koszuli łzy. Zaczęłam śpiewać naszą ulubioną piosenkę. W połowie przerwałam. Usłyszałam jakiś cichutki głos. To był Bruno. Śpiewał razem ze mną. „Kocham cię. Na zawsze” powiedział wręcz niesłyszalnie. I wtedy usłyszałam przeciągły dźwięk. Spojrzałam na ekran. Linia była prosta, a puls wskazywał 0. Spuściłam twarz i zamknęłam oczy. Do sali weszło kilka moich najbliższych osób. Mama i tata położyli ręce na moich ramionach.
-Przykro nam córeczko…
-Nie. Jest dobrze. Obydwoje jesteśmy szczęśliwi. Bo byłam przy nim w ostatnich chwilach. – pociągnęłam nosem. – Na zawsze Bruno. Na zawsze.
____________
Chyba jestem jedyną osobą, która nie zakończyła opowiadania happy endem
Nawet nie wiecie jak cholernie trudno jest pisać o czymś takim... ._.
No ale jest.
Więc chciałabym wszytkim podziękować za te wszystkie komentarze pod odcinkami, i za te wszystkie chwile tu spędzone... Cholera, kocham pingera Ciężko jest się z wami rozstawać ale cóż, kończę opowiadanie - kończę działalność na pingerze.
Blog będzie cały czas, cały czas będę czytać wasze wpisy ale tu już nic się nie będzie pojawiało. Przepraszam i trzymajcie się
  • awatar FOR SALE ♡: *Serdecznie zapraszam do siebie. Organizuję pinger'owy sklep z ubraniami, kosmetykami i dodatkami, naprawdę tanio!*
  • awatar parasol na smutki: Boże! UŚMIERCIŁA MI BRUNA! ;( nie odzywam się! forever. A tak po za tym to zgadzam się z Marsocholiczką. To było piękne!... ta końcówka, z tym motorem. Też nie spodziewałam się, że on to tak ... dla niej... a nie dla jaj. :( Smutne i ... piękne. Ten koniec zapamiętam na pewno.
  • awatar Gość: Anka, pojebało cie? Masz wpierdol, dołączę się do Sary :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Witam was po dość długiej przerwie. Tak żyję chociaż pewnie i tak wszyscy o mnie już zapomnieli
Postanowiłam dać o sobie znać i wyjaśnić parę spraw.
Blog jak widać jest zawieszony nadal, odcinek dodałam bo mi się nudziło , a kolejny mam napisany w połowie i jakoś nie umiem znaleść czasu żeby go dokończyć
Powiem szczerze że całkowicie odlecialam przez najbliższy czas od Bruna. Zostawiłam pingera. Dzisiaj weszłam miałam ok. 600 wpisów, przeglądam je teraz z wielkim trudem... Nie, nie chodzi o to że nie jestem juz Hooliganem czy coś po prostu brak czasu i chęci

No więc blog dalej pozostaje zawieszony, gdy znajde czas dokonczę odcinek i go dodam a na razie miłych wakacji dziewczyny i do przeczytania <3
 

 
Sama nie wierzę że to robię ale.. Proszę bardzo - odcinek

Przypomnienie:
-Ja... Kocham Cie.. Od dawna cię kocham... Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem... Poczułem motylki w brzuchu.. Wiedziałem że to ty jesteś moim aniołem, który Bóg zesłał mi z nieba. Kocham... Kocham jak się śmiejemy, jak spędzamy razem czas, jak wygłupiamy się.. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.. A ty.. Ty sama znaczysz dla mnie najwięcej.. Kocham cię...
Jezu jakie to było piękne!!!
-Brawo! To teraz idź i jej to powiedz!
-Nie mogę..
-Dlaczego?
-Bo już to zrobiłem...

*Odc.44*

*Bruno*
Wiem, że nie powiniem jej tego mówić, i do tego w tym dniu ale... Ja już dłużej nie mogę! Chcę być z nią kimś więcej niż tylko przyjaciółmi. Wiem, że to niemożliwe, ale...
*Rose*
Kompletnie mnie zatkało... Czy on to naprawdę powiedział?! Cały mój świat zawirował, a motylki w moim brzuchu szalały, jakby zaraz miały rozsadzić mi brzuch.
-Rose, przepraszam. Wiem że to nie ma sensu, że jesteś z Zaynem ale.. ja już dłużej nie mogłem, bo ja naprawdę..
Przyłożyłam palec do jego ust. Lekko się uśmiechnął. Odwzajemniłam to. Powoli się do mnie zbliżał, ja jednak spanikowałam i odwróciłam wzrok.
-To ja ten.. Chyba już pójdę.. - powiedział cicho, chrząkając . Ruszył przed siebie. Pobiegłam za nim, chwyciłam go za nadgarstek i przyciągnęłam do siebie, tak że nasze ciała sie stykały. Popatrzyłam przed siebie. Miałam przepiękne widoki. Jego brązowe tęczóki lśniły jak perełki. Popatrzyłam niżej na jego usta. Zauważył to i pokazał szereg równiutkich, sznieżnobiałych zębów. Przygryzłam jego dolną wargę, a on zbliżył nasze usta jeszcze bardziej, aż w końcu złączyliśmy je w gorącym pocałunku, pełnym namiętności. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie. Nie wiem ile trwał ten pocałunek, ale na pewno długo. Gdy skończyliśmy cmoknął mnie w policzek, złączył nasze dłonie i ruszyliśmy w stronę zabawy, po drodze rozmawiając i śmiejąc się.
Resztę wieczoru spędziłam w towarzystwie Bruna, tańcząc, pijąc i bawiąc się w najlepsze. Zayn nadal nie wracał. Właściwie to gówno mnie to obchodziło, mam teraz Bruna. Mam nadzieję że on będzie inny i nie zrobi mi czegoś takiego..
Zabawa powoli dobiegała końca, 3/4 gości już poszła. Zostaliśmy tylko my, moi rodzice i kilka znajomych. Czułam, że jestem mocno wstawiona. Właściwie.. Nie tylko ja.. Chwiejnym krokiem podeszłam do Bruna który trzymał się kredensu, aby nie upaść. Jedyną trzeźwą osobą była moja matka. Posadziła nieograniętego ojca na krześle i podeszła do nas.
-Chodźcie jedziemy do domu.
-Ale szemu? Ja folem tu sostać s moim jednoroszceem... - powiedział nachlany Bruno.
-Pojade z tobom - odpowiedziałam i śmialiśmy się głupi, przez co prawie upadliśmy.
-Boże święty.. - mama przewróciła oczami.
Wzięła nas pod ręce i zaprowadziła do samochodu. Kelner pomógł jej z tatą. Zapięła nam pasy i ruszyła do domu.
Obudziłam się i widziałam że jest już ranek. Wygląda na to że świta. Obróciłam się na drugi bok i zobaczylam słodko śpiącego Bru, przytulającego się do poduszki jak 5-letnie dziecko. Mimowolnie się usmiechnęłam. Sięgnęłam na szafkę po telefon. 16:48. Świta? Brawo za spostrzegawczość... Nie chcąc budzić Bruna powoli wstałam. Już ubierałam kapcie, kiedy poczułam że coś mnie wciąga spowrotem, a po chwili leżałam na mojej miłości. Śmialiśmy się jak głupi, co chwile całując. Boże, ile ja czekałam na tą chwilę.. Zeszłam z niego i położyłam obok.
-Jaki mamy czas? - zapytał Bruno ziewając.
-Czas do wstania.
-A tak konkretnie? - zachichotał.
-Nie powiem, sam sobie sprawdź - wytknęłam mu język.
-Taaak? Naprawdę tego chceesz? - zapytał podnosząc jedną brew.
-Co ty kombinujesz? - zapytałam lekko przerażona.
Ten tylko się uśmiechnął i zaczął mnie łaskotać. Cholera, po co ja mu mówiłam że mam łaskotki...
Bruno... Przestań.. Już... Nie... Wytrzymam... - mówiłam przez śmiech.
-To któą mamy godzinę? - puścił mnie i triumfalnie się uśmiechnął. Westchnęłam.
-koło 17.
-No. - uśmiechnął się.
-Nigdy.. więcej.. - powiedziałam dysząc ze zmęczenia.
Uśmiechnął się szeroko, po czym wyszedł z łóżka do łazienki. Był w samym bokserkach. Nie skomentuje jak się wtedy czułam. Wydobyłam z siebie tylko ciche "O matko...". Chyba nie usłyszał. Mam nadzieję.
Wstałam z łóżka robiąc poranną gimnastykę. Poczułam starszny ból głowy, któy przeszył całe moje cialo. Wczoraj musiałam nieźle zabalować.. Nagle poczułam jakiś cudowny zapach dobiegający z dołu. Poszłam za nim i trafiłam do kuchni. Przy kuchence stała mama robiąc stosy naleśników.
-Dzień dobry. - powiedziała z uśmiechem.
-Dobry dobryy.. - odpowiedziałam przeciągając się i sięgnęłąm po talerz.
-Jak się spało?
-Da sie wytrzymać, chociaż najchętniej nie wstawałabym w ogóle..
Po chwili do kuchni wszedł Bruno.
-Dzień dobry pani Grant - uśmiechnął się miło do mojej mamy.
-Witam panie Mars - zaśmiała się i wyszła z kuchni.
-Co na śniadanie? - zapytał rozglądając się po kuchni.
Energicznie się odwróciłam i popatrzyłam na niego jak an idiotę.
-No co ? -zdziwił się.
-Bruno.. Przed sobą masz całą lade naleśników, a ty się kurwa pytasz co na śniadanie?! - zapytałam lekko poirytowana.
On przetarł twarz ręką i wziął talerz, po czym siadł do stołu. Wziął widelec i zaczął jeść z pustego talerza. Mimowolnie się uśmiechnęłam chociaż to nie było śmeiszne kiedy Bruno był taki nieogarniety.
-Bruno...
-Tak?
-Jak ci smakuje? - zapytałam próbując sie nie zaśmiać.
-Nawet dobre, ale takie trochę bez smaku..
-Mhm. - uśmiechnęłam się. Nie wytrzymałam i wybuchąłm gromkim śmiechem. On dziwnie na mnie popatrzyl i "jadł" dalej.
Resztę dnia spędziłam z Brunem wygłupiając się i oglądając filmy.
-Ej a moze pójdziemy na spacer? Patrz jaki fajny wieczór. - zapytał i wskazał na okno.
-Czemu nie.. Poczekaj pójdę po sweter. -- oznajmilam i poszłam na górę do swojego pokoju. Otworzyłam wielką drewnianą szafę i wzięłam czerowny letni sweterek. Zoorientowałam się, że na komodzie leży jeszcze mój telefon. Chwyciłam go i zerknęłam na ekran. 17 nieodebranych połączeń od: Zayn. No pięknie.. A ten czego ode mnie chce?.. Wzruszyąłm ramionami i schowałam telefon do kieszeni. Już mieliśmy wychodzić kiedy ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam, otworzyłam a za nimi stał Zayn.
___________________
Wiem wiem beznadziejny, ale wyszłam z wprawy ostatni odcinek ok.70 dni temu xD No i jeszcze jedno - nie przyzwyczajajcie się to wyjątek że dodałam odcinek ! Kogo ja oszukuję......
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Trochę spóźnione ale jest.
Może najpierw coś bardziej interesującego - informuje że żyje i nic mi nie jest, dalej śledzę wasze wpisy Co do opowiadania.. Może mi się za niedługo zachce
Kolejna sprawa - dzisiaj były moje urodzinyy Dostałam cudowne prezenty , jednak najbardziej ucieszyła mnie "Brunomarsowa Składanka Wszystkiego Co Możliwe" od rodziców <333 Mój tata jest geniuszem że takie coś zrobił ♥ Boże ile on musiał nad tym siedzieć! Tego jest w chuj dużo
No cóż, ale przynajmniej cały dzień spędzony na dworze z przyjaciółmi co mnie cieszy Także do napisania!
  • awatar Gość: Wiem, życzenia spóźnione... :P Wszystkiego Brunowskiego !!! :D Fajnie brzmi nazwa "Brunomarsowa Składanka Wszystkiego Co Możliwe" :D Musi na pewno tak samo fajnie wyglądać :)
  • awatar Show meeh <3: Wszystkiego Najlepszego. ! :) zdążyłam. z prezentu na pewno bardzo się ucieszyłaś. jakbyś miała czas, to możesz pokazać jego zdjęcie :D.
  • awatar Marsova ♥: - A ty jesteś szybka.. Dopiero co dodałam a ty po 5 sekundach już mi to piszesz? O.O - Bo mi na e-mailu "TIIDIIIIIIIT!" - Hahahahahahahahahahaha :D zaś się wystraszyłaś ? :D - Jasneeee że tak xD franco moja ;33 nie wiesz na co się zdecydować bejbe ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Tak. Koniec. Mam dość. Dość tego wszystkiego. Kiedy ostatnio pojawił się odcinek? 46 dni temu. Nie mam ani czasu, ani weny.. Przez te dni napisałam dokładnie.. "przypomnienie:" .. Mam po prostu dość. Wiem, wiem. Teraz pewnie napiszecie "Oj daj spokój, obejrzyj se Bruna" bla bla bla.. Ale ja wam mówię. To już koniec. Na 100 %. Nie chce do tego wracać. Dziękuję za wszystkie komentarze pod odcinkami, za wspieranie.. Za wszystko..
Szczególne podziękowania moim kochanym wariatkom: @brunova , @brunorules , @marsocholiczka , @gabriellamars , @brunomarsfan ♥
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Mam nadzieję, że nie będziesz żałowała tej decyzji. Rozumiemy i szanujemy :)
  • awatar it will rain ♥: No to wielka szkoda :( Mam nadzieję, że kiedyś wrócisz do pisania.
  • awatar Gość: no bez jaj?! w takim dramatycznym momencie to opowiadanie zakończyłaś :( no ale trudno, nie będziemy zmuszać. aa nie ma za co, naprawdę :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

kaska77
 
aniszyn18
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Niby jest różnica 2 głosów, ale ja postanowiłam że jeszcze raz, ostatni, zrobi bitwę między tymi dwoma
A więc...

*1*


*2*
 

 
Dobra, coś za długo mam ten avatar Zmiana! Ale potrzebuje waszej pomocy..

*1*


*2*


*3*


*4*


*5*



Nie umiem wybrać które z tych cuuud :<
  • awatar Słodziak-z-niego: 1♥♥♥
  • awatar Gość: Ja to bym stawiała konkretnie na jedyneczke :D
  • awatar Gość: 1, 2 albo 3 <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Trololololooooo Powracam do was z podłączaną klawiaturą no cóż, sama klawiatura w kompie się nie naprawiła, ale ważne, że mogę wgl pisać! Nawet nie wiecie jak się ciesze, że nie muszę kończyć opowiadania! Także witam ponownie, i zabieram się za odcinek
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

...

A więc informuje, że możecie się już na zawsze pożegnać z opowiadaniem...
W skrócie - jestem dupkiem i codziennie muszę coś spierdolić. Wczoraj padło na laptopa. Nie będę się rozpisywać, po prostu - wylałam Pepsi na klawiaturę. Teraz żaden przycisk mi nie działa. Pewnie większość zadaje sobie pytanie: "To jak piszesz?!". Używam klawiatury ekranowej. Już mnie ręka boli od klikania, a co dopiero odcinki. Więc podziękujcie mojej głupocie... Do widzenia...
  • awatar Marsoholiczka: @◍ Killa on The Run ◍: Eeeej! :O No właśnie da się...starczy kupić nową, nie są drogie zazwyczaj i po sprawie :)
  • awatar ♡ Killa on The Run ♡: Ej no...:C Znam to,ostatnio wylałam na klawiaturę herbatę ..alee,o dziwo działa to znaczy jeszcze...A może da się jakoś podłączyć do laptopa normalną klawiaturę :|
  • awatar Gość: No nie ! Dawaj mi tego laptopa tu , ja już go naprawię ! albo wiesz co, oddam ci mojego xD Ale piszzz
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Żeńska wersja brata Gabi (@I'mAKillerOnTheRun)


Jak ja kocham to zdjęcie <33
  • awatar Gość: Jaki słooodki :D :*
  • awatar Gość: Miłoszek jest słit <33
  • awatar ♡ Killa on The Run ♡: @I'm a Killer On The Run: hahaah...no widzisz,a miałam nie pisać :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Przypomnienie:
Popatrzyłam jeszcze raz na smutnego Bruna, na płaczącą matkę i an uśmiechniętego Zayna...
-Więc? - zapytał zniecierpliwiony ksiądz.
Pochyliłam głowę, zacisnęłam oczy i wydusiłam z siebie ciche "Tak"...

*Odc.43*
Czułam, że moje oczy uroniły kilka łez, które spłynęł po moich policzkach. Czułam także, że nie są to łzy szczęścia...
-Jeśli jest ktoś, kto jest przeciwko tego związku, niech odezwie sie teraz lub zamilknie na wieki. - wypowiedział ksiądz.
Ostatnia deska ratunku. Rozejrzałam się nerwowo po kościele z nadzieją, że ktoś wstanie. Nie za bardzo się na to zapowiadało.. Popatrzyłam na Bruna. Siedział przybity, gapiąc się w jeden punkt. Ciężko nad czymś myślał. Ciekawe nad czym...
-Więc rozumiem, że można was oficjalnie uznać mężem i żoną. Możecie się pocałować. - uśmiechnął się.
Lekko zmrużyłam oczy, aby nie uronić kolejnych łez, które cisły mi się do oczu. Zayn pocałował mnie, ale ja tego nie odwzajemniłam. Tera to zrozumiałam... Ja go nie kocham... Ani trochę.. Ja nic do niego nie czuję! Kompletnie! Zastanawiam się jak ja mogłam być taka głupia i zgodzić się za niego wyjść... No trudno.. Teraz to już przepadło... Wyszliśmy z kościoła co zostało odebrane brawami i opsypaniem ryżem i groszami. Pozbierliśmy je, a następnie udaliśmy się w stronę restauracji.
Nie mam zamiaru opisywać całego dnia. Nie mam na to nerwów. To było coś okropnego! Wszyscy bawili się, tańczyli, cieszyli się.. A ja? Siedziałam z boku i przygladałam się im. Nie tak wyobrażałam sobie ten dzień. Pewnie myślicie że Zayn przyszedł po mnie i zaprosił do tańca. Gdzie tam! Właśnie poznałam jego prawdziwe oblicze. Jak uszłyszałam od swojego kuzyna, upił się i poszedł na dziwki... W dzień ślubu? To jest normalne??
Nie miałam siły patrzeć na te wszystkie uśmiechnięte buzie więc wyszłam z restauracji, na ogród. Nikt nawet nie zwrócił na to uwagi... Poszłam zielonym korytarzem żywopłotu, który ciągnął się przez dobry kawał drogi. Wreszcie dotarłam do końca, gdzie znalazłam przytulne miejsce, z dala od zabawy. Był to mały plac w ksztalcie koła, a na środku osadzona była mała, graniotwa fontanna. Podeszłam do niej, podwinęłam lekko sukienkę do góry i usiadłam na jej brzegu. Patrzyłam jak woda płynnie wpada do zbiornika. Tej to dobrze. Wolna, może robic co chce, nikt jej nie rozkazuje, ma własne zdanie... A ja? ... Moje życie jest na prawdę przykre...
Z rozmyśleń wyrwał mnie ciche kroki dochodzące od strony restauracji. Obróciłam się i zobaczyłam moją matkę. Nic nie mówiła. Po prostu podeszła i mnie przytuliła. Tego teraz potrzebowałam..
-Mamo... - szepnęłam przez łzy które strumieniami leciały mi po policzkach.
-Ciiii... - uciszyła mnie.
Jeszcze chwilę siedziałam wtulona w jej ramię. Lecz ona sama odsunęła mnie od siebie.
-Nie, kochanie. Dość. Nie płacz tyle.
-Ale mamo ty nic nie rozumiesz...
-No właśnie. To może mi wytłumaczysz?
-Nie mogę... Załamiesz się..
-Powiedz, załamię się jeszcze bardziej jak mi nie powiesz.
-Mamo.. Ja...
-Nie kochasz go prawda?
-Tak...
-Wiem to.
-Skąd?
-Kochanie, uwierz. To widać.
-Przepraszam cię... Wiem że bardzo ci zależy na naszym związku i ...
-Nie kochanie! Najbardziej zalezy mi na twoim szczęściu. - pocałowała mnie w czoło i przytuliła. - A teraz... Powiedz mi jeszcze jedno..
-Słucham?
-Wracając do tematu Bruna...
-Mamo..
-Nie! NIe przerywaj mi! Po prostu - chce wiedzieć jedno! Kochasz go prawda?
Westchnęłam i ukryłam twarz w dłoniach.
-Wiedziałam. - zachichotała.
-Mamo, to nie jest śmieszne.. Nie rozumiesz w jakiej ja trudnej sytuacji jestem?! A co jeśli ja mu się nie podobam?!
-Kochanie posłuchaj ja...
W tej chwili przewrał nam ciche chrząknięcie od strony żywopłotu. Odwróciłam się i zobaczyłam zmartwionego Bruna.
-Dobra, to ja was zostawiam. Porozmawiajcie sobie. - mrugnęła do mnie i odeszła.
Bruno stał tak chwile i patrzył na mnie. W końcu powoli podszedł i usiadł obok mnie. Spokojnie patrzyłam na wodę, nie zwracając na niego uwagi. Kątem oka widzę, że wyciąga pudełko z papierosami, wyciąga jeden i zapala. Wkurzona wyciągam mu go z ust i wrzucam do wody. Schowałam twarz w dłoniach, nie wiedzieć czemu, płakałam. Poczułam jak jego dłonie mnie obejmuję, a po chwili czuję ciepło bijące z jego klatki piersiowej oraz jego cudowne perfumy.
-Przepraszam cię... Nie płacz...
-Bruno.. Czemu to wszystko jest takie trudne? ...
-Nie Rose. Nie jest trudne. Ty tylko sobie to wmawiasz. Uwierz mi.
-Ta jasne...
-Nie wierzysz? No dobra, to dawaj pierwszy problem.
-Nie kocham go...
-Pogadaj z nim, wyjaśnijcie to sobie. Idź.
-Bruno.. Nie ma go..
-A gdzie poszedł?
-N-nieważne... - na samą myśl zrobiło mi się słabo.
-A masz 100 procentową pewnosć że go nie kochasz?
-Tak... To znaczy.. Kocham go ale jak przyjaciela.. Nic więcej..
-Mówię - pogadaj z nim. Dawaj następny.
-Yyy.. Nieodwzajemniona miłość...
-uu coś o tym wiem.. Więc - jesteś pewna że nieodwzajemniona?
-Nie.. Nie pytałam się go.. Ale to widać..
-Ej! Nie wiesz, to tak nie gadaj! Jakieś jeszcze problem?
-Tak.
-To słucham?
-Twoje palenie...
Bruno zachichotał.
-To akurat jest mój problem, sweetie.
-Mój też.
-Nie będę o tym z tobą romawiał.
-...
-Rose? Mam do ciebie prośbę.
-Tak?
-Bo wiesz.. Ostatnio spodobała mi się jedna dziewczyna. Problem w tym, że nie wiem jak jej to powiedzieć... Mógłbym.. Mógłbym z tobą przećwiczyć tą scenkę?
-Jasne! Nie ma sprawy!
-Ok.. - wziął głęboki wdech. - Hej!
-Hej Bruno!
-Słuchaj... - popatrzył mi głęboko w oczy. - Od dawna chce ci coś wyznać, ale nie wiem czy dobrze robię..
-Dawaj nie bój się!
Popatrzył się na mnie takim wzrokiem, że myślałam że wpadne do tej wody!
-Ja... Kocham Cie.. Od dawna cię kocham... Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem... Poczułem motylki w brzuchu.. Wiedziałem że to ty jesteś moim aniołem, który Bóg zesłał mi z nieba. Kocham... Kocham jak się śmiejemy, jak spędzamy razem czas, jak wygłupiamy się.. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.. A ty.. Ty sama znaczysz dla mnie najwięcej.. Kocham cię...
Jezu jakie to było piękne!!!
-Brawo! To teraz idź i jej to powiedz!
-Nie mogę..
-Dlaczego?
-Bo już to zrobiłem...
_____________
Specjalnie z dedykacją dla @FuckYouIfYouDon'tLikeBrunoMars, @I'mAKillerOnTheRun i @Marsoholiczki bo chciały żeby Zayn zniknął to macie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
BRUNO ZDOBYŁ STATUETKE <33333333333
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Chciałabym wiedzieć ile osób czyta moje opowiadanie, dajcie znak że jesteście
 

 
Postanowiłam, że to dodam bo to było genialne
Potrójny facepalm xD


"A jak ty się tu wgl dostałeś?"
"Szukałem rozwiązania zadania z chemii. I tu trafiłem."
Gabi, twój brat to geniusz xD
  • awatar Just Breathe: wszystkie zasłonięte :)
  • awatar Gość: o nie! :D hahahahaha
  • awatar Marsoholiczka: Hahaha, lol ten nasz potrójny facepalm :D @Marsoholic: O ja poznałaś mnie jak mogłaś xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
A taki sobie cholernie długi odcinek ^^ Nie wierzę, że napisałam TAK długi odcinek Powiem tyle, że jest on nadrobieniem tego czasu przez którego nie było odcinka, a jak wiecie - długo już nie było No to ten yy.. Miłego czytania
***

Przypomnienie:
Uśmiechnęliśmy się. Chwilę pogadaliśmy o tym jak się czuje, o trasie z One Direction no i o jutrzejszym dniu.. Tak, jutro już wychodzę za mąż... Musiałam już się zbierać. Muszę być na jutro wyspana. Pożegnałam się z nim. Wróciłam do domu gdzie zastałam śpiącego Zayna. Położyłam się obok niego, pocałowałam w czoło i zasnęłam...

*Odc.42*
Obudziły mnie ostre promienie słońca. Ziewnęłam przeciągając się. Odwóciłam się w drugą stronę. Zobaczyłam uśmiechniętą twarz Zayna.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry. - pocałowałam go w policzek. Wzięłam telefon z szafki nocnej. 7.30. Ślub zaczyna się o 10. Siadłam na łóżku i ponownie się przeciągnęłam. Wstałam i posnułam się do łazienki. Gdy myłam zęby, przyszedł Zayn. Przytulił mnie od tyłu i pocałował w policzek. Szybko wypłukałam buzię, żeby zwolnić mu miejsce. Wyszłam, a on zaczął się golić. Poszłam do kuchni i zrobiłam nam obu kawę. Zadzwoniła Sue.
-Halo? - odebrałam, podtrzymując telefon ramieniem, a rękami robiąc śniadanie.
-I jak? Wyspana?
-Nooooooo.. - ziewnęłam.
-Właśnie słyszę.. O której po ciebie przyjechać?
-Która jest?
-7.40
-Dobra myślę że gdzieś po 8 możesz po mnie przyjechać.
-Dobra, to bądź gotowa. Przyjadę o 8.10.
-Spoko. Do zobaczenia.
-Papa.
Położyłam kanapki i kawy na stole. Usiadłam i wzięłam jedną z nich. Po chwili przyszedł Zayn i poszedł w moje ślady.
-O której jedziesz? - zapytał.
-O 8.10 przyjeżdża po mnie Sue. A właśnie, z kim ty jedziesz?
-Z Louisem.
-A o której?
-Chyba 8.30
-Tak późno?!
-No wybacz,ale ja nie potrzebuję makijażystki i fryzjerki... A nie chyba jednak będę potrzebował.. - popatrzył w lustro i przejechał dłonią po włosach.
Zerknęłam na telefon - 8.03. Cholera! Wzięłam jeszcze jedną kanapkę i w biegu zjadłam ją. Poszłam do pokoju gościnnego gdzie była moja suknia i dodatki. Złapałam za gałkę ale się nie otwierała. Klucz! Gdzie jest ten cholerny klucz?! Przewróciłam cały pokój do góry nogami, a klucza dalej nie było!
-KURWAAAAAAA!!!! - krzyknęłam wkurzona. Po chwili wbiegł zdezorientowany Zayn.
-Ej, ej.. Co jest? - przytulił mnie.
-Nie umiem znaleść choelrnego klucza do szafy! Tam jest suknia!
-Dobra, czekaj. Trzeba na spokojnie poszukać. - uspokajał mnie.
Razem szukaliśmy, ale dalej go nie było. Zadzwonił dzwonek. To pewnie Sue.
-Otwórz, ja poszukam dalej.
Zeszłam po schodach, podbiegłam do drzwi i otworzyłam je. Za nimi stała Sue w rozpuszczonych włosach na których nałożone były okulary słoneczne. Miała na sobie krótkie dżinsowe szorty i białą luźną bluzkę.
-Gotowa? - uśmiechnęła się.
-Nie! - złapałam się za czoło.
-Ejj co jest ?
-Nie ma nigdzie klucza do szafy..
-Aaale szukaliście dokładnie?... - Sue wyglądała na przerażoną.
-Tak! Nie ma! - usiadłam na kanapie i ukryłam twarz w dłoniach. Słyszałam jak Sue wbiega po schodach na górę. Dlaczego teraz? Dlaczego akurat dzisiaj?!
-ROSE! - krzyknęli z góry. Pobiegłam do nich.
-Co jest? Macie?
-Nie. Ale słuchaj. Zastanów się, po kolei co robilaś dalej tego dnia.
-Okej.. Więc.. Zamknęłam tą szafę.. Trzymałam ten klucz w ręce i potem.. - podrapałam się po głowie. - Poteem.. No tak! Poszłam cos zjeść! Dobra chodźcie.
Pobiegliśmy do kuchni. Zaczęliśmy teraz kuchnię przewracać do góry nogami. Znowu nic..
-Dobra nie ma.. Zastanów się po kolei co robiłaś.
-No więc.. Weszłam... Miałam smaka na jajecznicę. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam jajka... Dalej nie pamiętam.. - popatrzyliśmy się na siebie i szybko podbiegliśmy do lodówki. Wyjęliśmy opakowanie z jajek, otworzyliśmy i ... hmm.. kluczyki się znalazły...
-Ty to jesteś naprawdę genialna.. - ze śmiechem powiedziała Sue.
Wróciliśmy i wyjęliśmy z szafy strój. Szybko wyszliśmy z domu, po drodze potykając się o torby. Wsiedliśmy do samochodu Sue i ruszyliśmy.
-Najpierw fryzjer czy makijażystka ?
-Fryzjer. - odpowiedziałam zapinając pasy.
Przypomniało mi się, że miałam zadzwonić do lekarza w sprawie Bruna. Mam nadzieję, że będzie mógł przyjechać na mój ślub. Dwa sygnały i odebrał.
-Halo?
-Dzień dobry. Tu Rose Grant, przyjaciółka Bruna.
-Ah tak, tak. Słucham panią?
-Mam pytanie. Bo dzisiaj wychodzę za mąż i chciałabym, aby Bruno był na moim ślubie. Czy jest możliwe żeby dzisiaj wyszedł?
-Hmm, no wie pani.. Nie jest jeszcze gotowy na wyjście..
-Proszę! Bardzo mi na tym zależy!
-Ehhh... No dobrze. Zobaczę co da się zrobić.
-Dziękuję - odpowiedziałam uradowana i rozłączyłam się.
Jak się okazało byliśmy już pod salonem fryzjerskim. Jest to salon naszej starej przyjaciółki Kate, jeszcze ze studiów. Wchodzimy przez drewniane drzwi do środka. Wnętrze jest ustrojone na fioletowo. Po lewej znajdują się 3 krzesła i jedno wielkie lustro. Po prawej stoi sofa i stół,a na nim magazyny. Widzimy także małe, białe drzwi. Jak się domyślałyśmy jest to zaplecze z którego właśnie wydobyła się Kate. Kiedy nas zauważyła szeroko się uśmiechnęła i ucałowała.
-Dziewczyny, jak ja was dawno nie widziałam!
-Ohh Kate my ciebie teeż. - uśmiechnęłam się.
-No, noooo.. Rose ale żeś się zmieniłaaa... Taka laska się z ciebie zrobiła że szok!
-Ojj nie przesadzaj - zawstydziłam się.
-To co was do mnie sprowadza?
-Dzisiaj wychodzę za mąż i...
-WYCHODZISZ ZA MĄŻ?????!!!!! - krzyknęła łapiąc mnie za ramiona
-Yyyy.. tak. - speszyłam się.
-CZEMU NIC NIE GADASZ??? Ok, ok spokojnie.. - zrobiła parę wdechów. - Jak się domyślam, przyszłaś z zamiarem zrobienia fryzury tak? - uśmiechnęła się.
-No tak. - odwzajemniłam uśmiech.
-Dobra, chodź, siadaj. - wskazała na krzesło.
Posłusznie usiadłam.
-Ok, to co z nimi robimy?
-Hmm.. Myślałam żeby spiąć trochę włosów w koka a reszte zostawić rozpuszczoną, ale nie wiem, ty się lepiej na tym znasz.
-Hmmm.. A jaka będzie sukienka? Szeroka?
-Szeroka.
-A welon będzie?
-Będzie.
-Długi?
-Niee, tak to ramion.
-Mhm.. Wiesz myślę że najlepszy będzie kok, a z przodu zostawie pare kosmyków i je zakręcę. Pasuje?
-No pewnie. - uśmiechnęłam się. Kate zaczęła się kręcić na około mnie co chwile przynosząc jakieś nowe sprzęty. Kiedy już była gotowa, stanęła za mną i zaczęła swoją robotę.
-No to opowiadaj. Kim jest ten szczęściarz?
-Ma na imię Zayn.
-A może coś więcej mi o nim powiesz? Jaki jest?
-Zabawny, słodki, miły, słodki, opiekuńczy, słodki, kochający, słodki.. a no tak! Zapomniałam że jest jeszcze słodki - uśmiechnęłam się szeroko.
-Jejku... To facet idealny! A zanim go poznałaś, miałaś kogoś na oku?
Wtedy uśmiech zszedł z mojej twarzy. Pierwsza myśl która przyszła mi do głowy to.. Bruno.. Przypomniało mi się wszystko od początku.. Ten koncert, pierwszy uśmiech do mnie, śpiewanie mi JTWYA, spotkanie w hotelu, skrywanie się przed Sue, wspólne pieczenie ciasta, przedstawienie Bruna Sue, wypadek Bruna, szpital, zaprzyjaźnienie się Bruna i Sue, wspólne przygody... Zdałam sobie z czegoś sprawę... Kocham dwóch facetów... Tylko pytanie - kogo mocniej? ...
-Halooo! Ziemia do Rooose! - zamachała mi ręką przed oczami Kate.
-Yyy tak, słcuham, co się dzieje? - poderwałam się z krzesła.
-O kim tak rozmyślasz hmm?
-yyy o nikim..
-Ehh niech ci będzie że ci uwierzę..
Powspominaliśmy jeszcze stare czasy na studiach i nasze teraźniejsze życie.
-Gotowe!
Popatrzyłam w lustro. Świetne!
-Dobra robota Kate - usmiechnęłam się.
Pożegnałyśmy się i pojechałyśmy do makijażystki. Kiedy byłyśmy gotowe pojechaliśmy do mojego domu, aby się ubrać. Zayna nie było w domu. Wiadomo, poszedł się szykować. Rozeszłyśmy się w dwie strony - Ja do mojego pokoju, a Sue do gościnnego po suknie. Czekając na nią, zaczęłam sie już rozbierać. Gdy przyszła pomogła mi się ubrać. Suknia ubrana, teraz tylko welon. Sue wczepiła mi go we włosy. Założyłam szpilki i byłam gotowa. Powoli odwróciłam się w stronę lustra. Przejrzałam się od góry do dołu. Uśmiech wymalował się na mojej twarzy. Wyglądałam cudownie! Nagle w lustrze coś zaczęło się pojawiać obok mnie. To był mężczyzna. Ubrany w czarny garnitur, ciemna karnacja, włosy na Elvisa... chwila, chwila... To Bruno! Usłyszałam jak cicho szepta: "Nie rób Rose, Nie rób tego... To będzie największy błąd twojego życia.." Widziałam jak powoli znika.
-Co? Bruno! Nie! Zaczekaj! - podbiegłam do lustra.
-Ej, ej! Spokoojniee. - zaśmiała się odciągając mnie od lustra. - Co jest?
-Bruno tu był.. stał koło mnie.. Mówił żebym tego nie robiła..
-Widzę że już masz zwidy, bo boisz się czy przyjdzie czy nie. - uśmiechnęła się.
-Może masz rację...
Usłyszeliśmy hałasy na dole. Ohoo! Goście przyjechali!
-Dobra ja idę ich uspokoić a ty tu poczekaj ok? - powiedziała w biegu Sue i wyszła. Zostałam sama.. Usiadłam na moim łóżku. Próbowałam sobie wszystko ułożyć... Słowa "Bruna" dały mi do myślenia... Ja chyba naprawdę nie powinnam tego robić... Nie wiem już sama... Wtedy zauważyłam, że obok mnie na łóżku ponownie pojawia się jakaś postać... Tak, to znowu był Bruno... Popatrzyłam przestraszona w jego stronę. On tylko lekko się uśmiechnął. Patrzyliśmy sobie w oczy... Nie umiałam się powstrzymać. Powoli zbliżałam się do niego z rozchylonymi ustami. On zrobił to samo. Jeszcze chwila i nasze usta się zetkną. Już, juuż, nooo...
-Rose! Chodź na dół! - usłyszałam krzyk Sue z dołu.
Bruno się rozpłynął a ja padłam twarzą na poduszkę. Czyli to była tylko moja wizja.. Tak bym chciała, żeby on tu był naprawdę... Chwila! Co ja gadam??? Ehh.. Nie ważne.. Idę na dół, facet mojego życia na mnie czeka! Wstałam i zrobiłam parę wdechów. Poprawiłam włosy, sukienkę i ruszyłam w stronę drzwi. Chwyciłam za klamkę. Słyszałam głośne rozmowy rodziny. Nacisnęłam klamke i lekko uchyliłam drzwi co spowodowało zaskrzypienie drzwi i uciszenie ludzi. Zrobiłam jeszcze jeden głęboki wdech i powolnym krokiem wyszłam z pokoju. Gdy tak pęłzłam słyszałam głosy zachwytu gości. Uśmiechnęłam się. Podeszłam do mamy.
-Córciu jestem z ciebie taka dumna... Twój tata też by był... Kocham cię... - przytuliła mnie mocno. Łezka zakręciła mi się w oku, tak samo jak mamie. Oswobodziłam się z jej uścisku i uśmiechnęłam się do niej. Później przywitałam sie kolejno z każdym gościem. Zaniepokoił mnie fakt, że nie ma Bruna... Gdzie on do cholery jest???? Yhm.. Dziwne, że najpierw pomyślałam o Brunie, bo Zayna też nie ma! Dobra, to o niczym nie świadczy... Podeszłam do Sue.
-Ej, gdzie Zayn?
-Czeka na ciebie przed domem, ale to później.
-Aaa.. A Bruno?
-Bruno? A wiesz, że nie wiem? Zadzwoń do niego.
Poszłam do kuchni i chwyciłam po telefon, który leżał na blacie. Wybrałam numer do Bruna i zadzwoniłam. Trzy sygnały - nic. Cztery sygnały - nic. Pięc sygnałów - nic. Pip,pip,pip,pip...
Cholera, nie odbiera.. Dzwonię do lekarza. Ten na szczęście odbiera.
-Halo?
-Witam. Ja w sprawie Bruna.. Jest w w szpitalu?
-Ohh taak.. Niestety nie możemy go puścić.. Nie jest na siłach żeby stać..
-Ale.. Naprawdę nic się nie da zrobić?
-Przykro mi...
-Ehh dobrze dziękuję..
-Dobranoc.
-Dobranoc...
Rzuciłam z impetem telefon na stół i podeszłam do okna. Czułam jak pojedyńcze łzy spływają po moich policzkach... On musi się pojawić na tym weselu... Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Obróciłam się i ujrzałam zmartwioną Sue.
-Rose, co się stało? - zapytała z troską w głosie.
-Bruno.. On...
W tej chwili zadzwonił mój telefon. Podbiegłam do stolu i ujrzalam napis "Bruno". Usmiechnęłam się.
-Halo?
-Halo? Rose? Dzwoniłaś tak ?
-Tak..
-To o co chodzi?
-Nic ja po prostu.. Chciałam się zapytać czemu cię tu nie ma ale... Ale już wiem...
-Rose, z całego serca cię przepraszam! Uwierz, że robiłem wszystko ale oni są uparci!
-Nie szkodzi Bruno..
-Na pewno?
-Tak...
-No to miłej zabawy... I.. Szczęścia na nowej drodze życia...
Czułam, że jego głos jest taki... Smutny? Tak, to chyba dobre określenie. Odłożyłam słuchawkę.
-Dobra Rose, chodź. Już czas.
Dłonią wytarła łzy z moich policzków i razem wyszłyśmy z kuchni. Ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Otworzyłam je i zobaczyłam Zayna. Stał oparty o białą limuzynę. Miał na sobie czarny garnitur, a pod nim śnieżnobiałą koszulę. Uśmiechnął się do mnie, a ja do niego. Podszedł do mnie złapał w talii i namiętnie pocałował na co goście zaczęli klaskać i wiwatować. Wziął mnie na ręcę i zaniósł do limuzyny. Usiadłam, a on obok mnie. Szofer ruszył. Za nami jechał ciąg samochodów.
-Pięknie wyglądasz... - usłyszałam.
-Dziękuję.. Ty też..
Odpowiedział tylko słodkim całusem.
-Długo czekałem na ten dzień...
Odpowiedziałam lekkim uśmiechem. Nie mogłam powiedzieć "ja też" bo ja wcale tego nie chciałam i... nie chcę.. Nie! Co ja gadam! Chce! Jak najbardziej chcę! No..
Dojechaliśmy do kościoła. Zayn poszedł już do środka, a ja stałam z Sue przed kościołem. Wzięłam od niej bukiet i ułożyłam go przy kaltce piersiowej. Usłyszałam muzykę ze środka. To już czas. Sue dokonała ostatnich poprawek mojej sukni i mogłam już ruszać. Powolnym krokiem ruszyłam w stronę dużych dębowych drzwi. Usłyszałam jak wszyscy wstają z miejsc. Weszłam za próg i wszystkie pary oczu zwróciły się w moim kierunku. Spojrzałam po kolei na każdego tu obecnego. Mój wzrok zatrzymał się na pustym krześle obok mamy. To miejsce Bruna. Gdzie jest Brun?! Zaczęłam się denerwować przez co wiele razy potykałam się o suknie. Czułam że zaczynam się pocić. Bez niego ja nie dam rady tu ustać! Wreszcie doszłam do ołtarza. Nie ukrywajmy, ciężko mi było. Odwróciłam się twarzą do uśmiechniętego Zayna. Kiedy zauważył ze czymś się martwie, jego uśmiech zniknął.
-Co jest ? - zapytał cicho.
-Gdzie Bruno?...
-Nie wiem...
Jeszcze raz się rozejrzałam z nadzieją, ze wyszukam go w tłumie. Jednak to było na nic. Wróciłam wzrokiem do Zayna. Msza się zaczęła.
Wreszcie nadszedł moment przysięgi.
-Czy ty Zaynie Maliku bierzesz tą oto tu obecną Rose Grant i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżenską oraz że jej nie opuścisz aż do śmierci? - zaczął ksiądz.
-Tak. - odpowiedział z uśmiechem.
Właśnie ksiądz miał zwrócić się do mnie ale coś przerwało. Drzwi się otworzyły. Wszystkie oczy zwróciły się w tym kierunku. Przed otawrtymi wrotami stał mężczyzna w białym garniturze, czarnych lakerkach i włosach na Elvisa.
-Bruno... - pisknęłam cicho.
Był zdyszany, ledwo co chodził. Dopełzał do wolnego krzesła i siadł witając się z moja matką. Uśmiechneliśmy się do siebie. Wróciłam do przysięgi.
-Możemy kontynuować? Dobrze, więc.. Czy ty Rose Grant bierzesz tego oto tu obecnego Zayna Malika za męża i slubujesz mu miłośc, wierność i uczciwość małżenską oraz że go nie opuścisz aż do śmierci? - kontynuował ksiądz.
Chwila prawdy. Dobra, przemyślmy sobie wszystko po kolei. Rozejrzałam się po kościele w poszukiwaniu odpowiedzi. Każdy był usmiechnięty i pełny nadziei. Mój wzrok zatrzymał się na mamie. Własnie wycieraął łzy z policzka. Nie, nie były to smutne łzy. Były to łzy radości, zachwytu, dumności... Ona tego chce.. i to bardzo... Poszłam wzrokiem lekko w lewo, w strone Bruna. Popatrzyliśmy sobie głęboko w odpowiedzi. Jakby szukaliśmy rozwiązania.. Popatzryłam na niego pytającym wzrokim, zeby mi powiedział co on o tym sądzi. Widziałam to. Widziałam! On.. Pokręcił głową.. Zaczęłam błądzić dalej wzrokiem. Nagle koło mnie pojawiła się jakaś niewyraźna postać. O nie, znowu te zwidy.. Ale chwila.. To.. To był mój tata!
-Tata?... - zapytałam cicho i niedosłyszalnie.
-Tak córciu to ja. Chciałem ci tylko powiedzieć, że.. Jestem z ciebie tak bardzo dumny... Chciałbym być tu teraz z tobą, ale wyszło jak wyszło... Wiedz, że Zayn to dobry człowiek i będziesz z nim szczęśliwa.. - zakończył i zniknął. Popatrzyłam jeszcze raz na smutnego Bruna, na płaczącą matkę i an uśmiechniętego Zayna...
-Więc? - zapytał zniecierpliwiony ksiądz.
Pochyliłam głowę, zacisnęłam oczy i wydusiłam z siebie ciche "Tak"...
  • awatar Marsoholiczka: Raczej powinno być "Tak, NIE wyjdę za ciebie" :D Ale sobie nagrabiła, namieszała, zjebała....ale teraz wkroczą te moje słonie, prawda? :D :D Jak tego gówna nie odkręcisz, to zrobię ci jesień średniowiecza :D Oby więcej takich długich <33
  • awatar brunyx: Grr ale Zayn ją kocha ona kocha Zayna i Bruna chociaż się zdecydował :/
  • awatar FankaBruna.: Coooooooooooo? O nie, nie, nie! Ale odcinek genialny.. Oby więcej takich długich. :D Jak jeszcze w radiu leciała jedna piosenka.. no po prostu idealnie. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›