• Wpisów: 303
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin: 32 006 / 2260 dni
 
aniszyn18
 
Bruno <33: A taki sobie cholernie długi odcinek ^^ Nie wierzę, że napisałam TAK długi odcinek :0 Powiem tyle, że jest on nadrobieniem tego czasu przez którego nie było odcinka, a jak wiecie - długo już nie było :D No to ten yy.. Miłego czytania :D
***

Przypomnienie:
Uśmiechnęliśmy się. Chwilę pogadaliśmy o tym jak się czuje, o trasie z One Direction no i o jutrzejszym dniu.. Tak, jutro już wychodzę za mąż... Musiałam już się zbierać. Muszę być na jutro wyspana. Pożegnałam się z nim. Wróciłam do domu gdzie zastałam śpiącego Zayna. Położyłam się obok niego, pocałowałam w czoło i zasnęłam...

*Odc.42*
Obudziły mnie ostre promienie słońca. Ziewnęłam przeciągając się. Odwóciłam się w drugą stronę. Zobaczyłam uśmiechniętą twarz Zayna.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry. - pocałowałam go w policzek. Wzięłam telefon z szafki nocnej. 7.30. Ślub zaczyna się o 10. Siadłam na łóżku i ponownie się przeciągnęłam. Wstałam i posnułam się do łazienki. Gdy myłam zęby, przyszedł Zayn. Przytulił mnie od tyłu i pocałował w policzek. Szybko wypłukałam buzię, żeby zwolnić mu miejsce. Wyszłam, a on zaczął się golić. Poszłam do kuchni i zrobiłam nam obu kawę. Zadzwoniła Sue.
-Halo? - odebrałam, podtrzymując telefon ramieniem, a rękami robiąc śniadanie.
-I jak? Wyspana?
-Nooooooo.. - ziewnęłam.
-Właśnie słyszę.. O której po ciebie przyjechać?
-Która jest?
-7.40
-Dobra myślę że gdzieś po 8 możesz po mnie przyjechać.
-Dobra, to bądź gotowa. Przyjadę o 8.10.
-Spoko. Do zobaczenia.
-Papa.
Położyłam kanapki i kawy na stole. Usiadłam i wzięłam jedną z nich. Po chwili przyszedł Zayn i poszedł w moje ślady.
-O której jedziesz? - zapytał.
-O 8.10 przyjeżdża po mnie Sue. A właśnie, z kim ty jedziesz?
-Z Louisem.
-A o której?
-Chyba 8.30
-Tak późno?!
-No wybacz,ale ja nie potrzebuję makijażystki i fryzjerki... A nie chyba jednak będę potrzebował.. - popatrzył w lustro i przejechał dłonią po włosach.
Zerknęłam na telefon - 8.03. Cholera! Wzięłam jeszcze jedną kanapkę i w biegu zjadłam ją. Poszłam do pokoju gościnnego gdzie była moja suknia i dodatki. Złapałam za gałkę ale się nie otwierała. Klucz! Gdzie jest ten cholerny klucz?! Przewróciłam cały pokój do góry nogami, a klucza dalej nie było!
-KURWAAAAAAA!!!! - krzyknęłam wkurzona. Po chwili wbiegł zdezorientowany Zayn.
-Ej, ej.. Co jest? - przytulił mnie.
-Nie umiem znaleść choelrnego klucza do szafy! Tam jest suknia!
-Dobra, czekaj. Trzeba na spokojnie poszukać. - uspokajał mnie.
Razem szukaliśmy, ale dalej go nie było. Zadzwonił dzwonek. To pewnie Sue.
-Otwórz, ja poszukam dalej.
Zeszłam po schodach, podbiegłam do drzwi i otworzyłam je. Za nimi stała Sue w rozpuszczonych włosach na których nałożone były okulary słoneczne. Miała na sobie krótkie dżinsowe szorty i białą luźną bluzkę.
-Gotowa? - uśmiechnęła się.
-Nie! - złapałam się za czoło.
-Ejj co jest ?
-Nie ma nigdzie klucza do szafy..
-Aaale szukaliście dokładnie?... - Sue wyglądała na przerażoną.
-Tak! Nie ma! - usiadłam na kanapie i ukryłam twarz w dłoniach. Słyszałam jak Sue wbiega po schodach na górę. Dlaczego teraz? Dlaczego akurat dzisiaj?!
-ROSE! - krzyknęli z góry. Pobiegłam do nich.
-Co jest? Macie?
-Nie. Ale słuchaj. Zastanów się, po kolei co robilaś dalej tego dnia.
-Okej.. Więc.. Zamknęłam tą szafę.. Trzymałam ten klucz w ręce i potem.. - podrapałam się po głowie. - Poteem.. No tak! Poszłam cos zjeść! Dobra chodźcie.
Pobiegliśmy do kuchni. Zaczęliśmy teraz kuchnię przewracać do góry nogami. Znowu nic..
-Dobra nie ma.. Zastanów się po kolei co robiłaś.
-No więc.. Weszłam... Miałam smaka na jajecznicę. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam jajka... Dalej nie pamiętam.. - popatrzyliśmy się na siebie i szybko podbiegliśmy do lodówki. Wyjęliśmy opakowanie z jajek, otworzyliśmy i ... hmm.. kluczyki się znalazły...
-Ty to jesteś naprawdę genialna.. - ze śmiechem powiedziała Sue.
Wróciliśmy i wyjęliśmy z szafy strój. Szybko wyszliśmy z domu, po drodze potykając się o torby. Wsiedliśmy do samochodu Sue i ruszyliśmy.
-Najpierw fryzjer czy makijażystka ?
-Fryzjer. - odpowiedziałam zapinając pasy.
Przypomniało mi się, że miałam zadzwonić do lekarza w sprawie Bruna. Mam nadzieję, że będzie mógł przyjechać na mój ślub. Dwa sygnały i odebrał.
-Halo?
-Dzień dobry. Tu Rose Grant, przyjaciółka Bruna.
-Ah tak, tak. Słucham panią?
-Mam pytanie. Bo dzisiaj wychodzę za mąż i chciałabym, aby Bruno był na moim ślubie. Czy jest możliwe żeby dzisiaj wyszedł?
-Hmm, no wie pani.. Nie jest jeszcze gotowy na wyjście..
-Proszę! Bardzo mi na tym zależy!
-Ehhh... No dobrze. Zobaczę co da się zrobić.
-Dziękuję - odpowiedziałam uradowana i rozłączyłam się.
Jak się okazało byliśmy już pod salonem fryzjerskim. Jest to salon naszej starej przyjaciółki Kate, jeszcze ze studiów. Wchodzimy przez drewniane drzwi do środka. Wnętrze jest ustrojone na fioletowo. Po lewej znajdują się 3 krzesła i jedno wielkie lustro. Po prawej stoi sofa i stół,a  na nim magazyny. Widzimy także małe, białe drzwi. Jak się domyślałyśmy jest to zaplecze z którego właśnie wydobyła się Kate. Kiedy nas zauważyła szeroko się uśmiechnęła i ucałowała.
-Dziewczyny, jak ja was dawno nie widziałam!
-Ohh Kate my ciebie teeż. - uśmiechnęłam się.
-No, noooo.. Rose ale żeś się zmieniłaaa... Taka laska się z ciebie zrobiła że szok!
-Ojj nie przesadzaj - zawstydziłam się.
-To co was do mnie sprowadza?
-Dzisiaj wychodzę za mąż i...
-WYCHODZISZ ZA MĄŻ?????!!!!! - krzyknęła łapiąc mnie za ramiona
-Yyyy.. tak. - speszyłam  się.
-CZEMU NIC NIE GADASZ??? Ok, ok spokojnie.. - zrobiła parę wdechów. - Jak się domyślam, przyszłaś z zamiarem zrobienia fryzury tak? - uśmiechnęła się.
-No tak. - odwzajemniłam uśmiech.
-Dobra, chodź, siadaj. - wskazała na krzesło.
Posłusznie usiadłam.
-Ok, to co z nimi robimy?
-Hmm.. Myślałam żeby spiąć trochę włosów w koka a reszte zostawić rozpuszczoną, ale nie wiem, ty się lepiej na tym znasz.
-Hmmm.. A jaka będzie sukienka? Szeroka?
-Szeroka.
-A welon będzie?
-Będzie.
-Długi?
-Niee, tak to ramion.
-Mhm.. Wiesz myślę że najlepszy będzie kok, a z przodu zostawie pare kosmyków i je zakręcę. Pasuje?
-No pewnie. - uśmiechnęłam się. Kate zaczęła się kręcić na około mnie co chwile przynosząc jakieś nowe sprzęty. Kiedy już była gotowa, stanęła za mną i zaczęła swoją robotę.
-No to opowiadaj. Kim jest ten szczęściarz?
-Ma na imię Zayn.
-A może coś więcej mi o nim powiesz? Jaki jest?
-Zabawny, słodki, miły, słodki, opiekuńczy, słodki, kochający, słodki.. a no tak! Zapomniałam że jest jeszcze słodki - uśmiechnęłam się szeroko.
-Jejku... To facet idealny! A zanim go poznałaś, miałaś kogoś na oku?
Wtedy uśmiech zszedł z mojej twarzy. Pierwsza myśl która przyszła mi do głowy to.. Bruno.. Przypomniało mi się wszystko od początku.. Ten koncert, pierwszy uśmiech do mnie, śpiewanie mi JTWYA, spotkanie w hotelu, skrywanie się przed Sue, wspólne pieczenie ciasta, przedstawienie Bruna Sue, wypadek Bruna, szpital, zaprzyjaźnienie się Bruna i Sue, wspólne przygody... Zdałam sobie z czegoś sprawę... Kocham dwóch facetów... Tylko pytanie - kogo mocniej? ...
-Halooo! Ziemia do Rooose! - zamachała mi ręką przed oczami Kate.
-Yyy tak, słcuham, co się dzieje? - poderwałam się z krzesła.
-O kim tak rozmyślasz hmm?
-yyy o nikim..
-Ehh niech ci będzie że ci uwierzę..
Powspominaliśmy jeszcze stare czasy na studiach i nasze teraźniejsze życie.
-Gotowe!
Popatrzyłam w lustro. Świetne!
-Dobra robota Kate - usmiechnęłam się.
Pożegnałyśmy się i pojechałyśmy do makijażystki. Kiedy byłyśmy gotowe pojechaliśmy do mojego domu, aby się ubrać. Zayna nie było w domu. Wiadomo, poszedł się szykować. Rozeszłyśmy się w dwie strony - Ja do mojego pokoju, a Sue do gościnnego po suknie. Czekając na nią, zaczęłam sie już rozbierać. Gdy przyszła pomogła mi się ubrać. Suknia ubrana, teraz tylko welon. Sue wczepiła mi go we włosy. Założyłam szpilki i byłam gotowa. Powoli odwróciłam się w stronę lustra. Przejrzałam się od góry do dołu. Uśmiech wymalował się na mojej twarzy. Wyglądałam cudownie! Nagle w lustrze coś zaczęło się pojawiać obok mnie. To był mężczyzna. Ubrany w czarny garnitur, ciemna karnacja, włosy na Elvisa... chwila, chwila... To Bruno! Usłyszałam jak cicho szepta: "Nie rób Rose, Nie rób tego... To będzie największy błąd twojego życia.." Widziałam jak powoli znika.
-Co? Bruno! Nie! Zaczekaj! - podbiegłam do lustra.
-Ej, ej! Spokoojniee. - zaśmiała się odciągając mnie od lustra. - Co jest?
-Bruno tu był.. stał koło mnie.. Mówił żebym tego nie robiła..
-Widzę że już masz zwidy, bo boisz się czy przyjdzie czy nie. - uśmiechnęła się.
-Może masz rację...
Usłyszeliśmy hałasy na dole. Ohoo! Goście przyjechali!
-Dobra ja idę ich uspokoić a ty tu poczekaj ok? - powiedziała w biegu Sue i wyszła. Zostałam sama.. Usiadłam na moim łóżku. Próbowałam sobie wszystko ułożyć... Słowa "Bruna" dały mi do myślenia... Ja chyba naprawdę nie powinnam tego robić... Nie wiem już sama... Wtedy zauważyłam, że obok mnie na łóżku ponownie pojawia się jakaś postać... Tak, to znowu był Bruno... Popatrzyłam przestraszona w jego stronę. On tylko lekko się uśmiechnął. Patrzyliśmy sobie w oczy... Nie umiałam się powstrzymać. Powoli zbliżałam się do niego z rozchylonymi ustami. On zrobił to samo. Jeszcze chwila i nasze usta się zetkną. Już, juuż, nooo...
-Rose! Chodź na dół! - usłyszałam krzyk Sue z dołu.
Bruno się rozpłynął a ja padłam twarzą na poduszkę. Czyli to była tylko moja wizja.. Tak bym chciała, żeby on tu był naprawdę... Chwila! Co ja gadam??? Ehh.. Nie ważne.. Idę na dół, facet mojego życia na mnie czeka! Wstałam i zrobiłam parę wdechów. Poprawiłam włosy, sukienkę i ruszyłam w stronę drzwi. Chwyciłam za klamkę. Słyszałam głośne rozmowy rodziny. Nacisnęłam klamke i lekko uchyliłam drzwi co spowodowało zaskrzypienie drzwi i uciszenie ludzi. Zrobiłam jeszcze jeden głęboki wdech i powolnym krokiem wyszłam z pokoju. Gdy tak pęłzłam słyszałam głosy zachwytu gości. Uśmiechnęłam się. Podeszłam do mamy.
-Córciu jestem z ciebie taka dumna... Twój tata też by był... Kocham cię... - przytuliła mnie mocno. Łezka zakręciła mi się w oku, tak samo jak mamie. Oswobodziłam się z jej uścisku i uśmiechnęłam się do niej. Później przywitałam sie kolejno z każdym gościem. Zaniepokoił mnie fakt, że nie ma Bruna... Gdzie on do cholery jest???? Yhm.. Dziwne, że najpierw pomyślałam o Brunie, bo Zayna też nie ma! Dobra, to o niczym nie świadczy... Podeszłam do Sue.
-Ej, gdzie Zayn?
-Czeka na ciebie przed domem, ale to później.
-Aaa.. A Bruno?
-Bruno? A wiesz, że nie wiem? Zadzwoń do niego.
Poszłam do kuchni i chwyciłam po telefon, który leżał na blacie. Wybrałam numer do Bruna i zadzwoniłam. Trzy sygnały - nic. Cztery sygnały - nic. Pięc sygnałów - nic. Pip,pip,pip,pip...
Cholera, nie odbiera.. Dzwonię do lekarza. Ten na szczęście odbiera.
-Halo?
-Witam. Ja w sprawie Bruna.. Jest w w szpitalu?
-Ohh taak.. Niestety nie możemy go puścić.. Nie jest na siłach żeby stać..
-Ale.. Naprawdę nic się nie da zrobić?
-Przykro mi...
-Ehh dobrze dziękuję..
-Dobranoc.
-Dobranoc...
Rzuciłam z impetem telefon na stół i podeszłam do okna. Czułam jak pojedyńcze łzy spływają po moich policzkach... On musi się pojawić na tym weselu... Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Obróciłam się i ujrzałam zmartwioną Sue.
-Rose, co się stało? - zapytała z troską w głosie.
-Bruno.. On...
W tej chwili zadzwonił mój telefon. Podbiegłam do stolu i ujrzalam napis "Bruno". Usmiechnęłam się.
-Halo?
-Halo? Rose? Dzwoniłaś tak ?
-Tak..
-To o co chodzi?
-Nic ja po prostu.. Chciałam się zapytać czemu cię tu nie ma ale... Ale już wiem...
-Rose, z całego serca cię przepraszam! Uwierz, że robiłem wszystko ale oni są uparci!
-Nie szkodzi Bruno..
-Na pewno?
-Tak...
-No to miłej zabawy... I.. Szczęścia na nowej drodze życia...
Czułam, że jego głos jest taki... Smutny? Tak, to chyba dobre określenie. Odłożyłam słuchawkę.
-Dobra Rose, chodź. Już czas.
Dłonią wytarła łzy z moich policzków i razem wyszłyśmy z kuchni. Ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Otworzyłam je i zobaczyłam Zayna. Stał oparty o białą limuzynę. Miał na sobie czarny garnitur, a pod nim śnieżnobiałą koszulę. Uśmiechnął się do mnie, a ja do niego. Podszedł do mnie złapał w talii i namiętnie pocałował na co goście zaczęli klaskać i wiwatować. Wziął mnie na ręcę i zaniósł do limuzyny. Usiadłam, a on obok mnie. Szofer ruszył. Za nami jechał ciąg samochodów.
-Pięknie wyglądasz... - usłyszałam.
-Dziękuję.. Ty też..
Odpowiedział tylko słodkim całusem.
-Długo czekałem na ten dzień...
Odpowiedziałam lekkim uśmiechem. Nie mogłam powiedzieć "ja też" bo ja wcale tego nie chciałam i... nie chcę.. Nie! Co ja gadam! Chce! Jak najbardziej chcę! No..
Dojechaliśmy do kościoła. Zayn poszedł już do środka, a ja stałam z Sue przed kościołem. Wzięłam od niej bukiet i ułożyłam go przy kaltce piersiowej. Usłyszałam muzykę ze środka. To już czas. Sue dokonała ostatnich poprawek mojej sukni i mogłam już ruszać. Powolnym krokiem ruszyłam w stronę dużych dębowych drzwi. Usłyszałam jak wszyscy wstają z miejsc. Weszłam za próg i wszystkie pary oczu zwróciły się w moim kierunku. Spojrzałam po kolei na każdego tu obecnego. Mój wzrok zatrzymał się na pustym krześle obok mamy. To miejsce Bruna. Gdzie jest Brun?! Zaczęłam się denerwować przez co wiele razy potykałam się o suknie. Czułam że zaczynam się pocić. Bez niego ja nie dam rady tu ustać! Wreszcie doszłam do ołtarza. Nie ukrywajmy, ciężko mi było. Odwróciłam się twarzą do uśmiechniętego Zayna. Kiedy zauważył ze czymś się martwie, jego uśmiech zniknął.
-Co jest ? - zapytał cicho.
-Gdzie Bruno?...
-Nie wiem...
Jeszcze raz się rozejrzałam z nadzieją, ze wyszukam go w tłumie. Jednak to było na nic. Wróciłam wzrokiem do Zayna. Msza się zaczęła.
Wreszcie nadszedł moment przysięgi.
-Czy ty Zaynie Maliku bierzesz tą oto tu obecną Rose Grant i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżenską oraz że jej nie opuścisz aż do śmierci? - zaczął ksiądz.
-Tak. - odpowiedział z uśmiechem.  
Właśnie ksiądz miał zwrócić się do mnie ale coś przerwało. Drzwi się otworzyły. Wszystkie oczy zwróciły się w tym kierunku. Przed otawrtymi wrotami stał mężczyzna w białym garniturze, czarnych lakerkach i włosach na Elvisa.
-Bruno... - pisknęłam cicho.
Był zdyszany, ledwo co chodził. Dopełzał do wolnego krzesła i siadł witając się z moja matką. Uśmiechneliśmy się do siebie. Wróciłam do przysięgi.
-Możemy kontynuować? Dobrze, więc.. Czy ty Rose Grant bierzesz tego oto tu obecnego Zayna Malika za męża i slubujesz mu miłośc, wierność i uczciwość małżenską oraz że go nie opuścisz aż do śmierci? - kontynuował ksiądz.
Chwila prawdy. Dobra, przemyślmy sobie wszystko po kolei. Rozejrzałam się po kościele w poszukiwaniu odpowiedzi. Każdy był usmiechnięty i pełny nadziei. Mój wzrok zatrzymał się na mamie. Własnie wycieraął łzy z policzka. Nie, nie były to smutne łzy. Były to łzy radości, zachwytu, dumności... Ona tego chce.. i to bardzo... Poszłam wzrokiem lekko w lewo, w strone Bruna. Popatrzyliśmy sobie głęboko w odpowiedzi. Jakby szukaliśmy rozwiązania.. Popatzryłam na niego pytającym wzrokim, zeby mi powiedział co on o tym sądzi. Widziałam to. Widziałam! On.. Pokręcił głową.. Zaczęłam błądzić dalej wzrokiem. Nagle koło mnie pojawiła się jakaś niewyraźna postać. O nie, znowu te zwidy.. Ale chwila.. To.. To był mój tata!
-Tata?... - zapytałam cicho i niedosłyszalnie.
-Tak córciu to ja. Chciałem ci tylko powiedzieć, że.. Jestem z ciebie tak bardzo dumny... Chciałbym być tu teraz z tobą, ale wyszło jak wyszło... Wiedz, że Zayn to dobry człowiek i będziesz z nim szczęśliwa.. - zakończył i zniknął. Popatrzyłam jeszcze raz na smutnego Bruna, na płaczącą matkę i an uśmiechniętego Zayna...
-Więc? - zapytał zniecierpliwiony ksiądz.
Pochyliłam głowę, zacisnęłam oczy i wydusiłam z siebie ciche "Tak"...

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków