• Wpisów: 303
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 19:17
  • Licznik odwiedzin: 32 006 / 2260 dni
 
aniszyn18
 
Tadaaaa! Wróciłam z odcinkiem :D Postanowiłam, że nie mogę zostawić tak niedokończonego opowiadania, więc napisałam jeden i ostatni raz odcinek. Więc miłego czytania ^^


*Przypomnienie ogólne:*
Rose bierze ślub z Zaynem. Podczas niego chłopak wychodzi do klubu nocnego zostawiając Rose samotną. Dziewczyna rozmawia z Brunem i ostatecznie zostają parą. Następnego ranka mają niespodziewanego gościa. Jest nim Zayn.

*Odc.45 - ostatni*
Zamurowało mnie. Spodziewałam się każdego, ale nie jego..  Może i trochę ucieszył mnie jego widok. Niby mnie skrzywdził, tak, ale... Ja nie potrafię się długo gniewać, a zwłaszcza na niego.. Jest dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałam.. Jednak dalej czułam do niego wstręt i obrzydzenie za to co zrobił.
-Czego tu chcesz? - zapytałam drętwo, nie patrząc mu w oczy.
-Możemy pogadać?
-Mamy jeszcze o czym?
-Mamy. Proszę wysłuchaj mnie.
-Nie będę cię słuchać. Skrzywdziłeś mnie. Bardzo. Postaw się na moim miejscu. Ja rozumiem, takie sytuacje się często zdarzają w małżeństwach. Ale w dzień ślubu? To miała być najpiękniejsza chwila w naszym życiu. – mówiłam ze łzami w oczach.
-Nie chciałem, żeby to tak wyglądało. Upiłem się, przepraszam, nic nie pamiętam.
-Zayn do cholery przestań kłamać! Rozmawiałam z twoim kuzynem, widział jak wychodziłeś. Powiedział mi że wypiłeś niecałą lampkę szampana!
-Co to za krzyki? - z salonu wyskoczył Bruno. – Ohoho, kogo my tu mamy, pan romantyczny, który zostawił swoją żonę w dzień ślubu.
-Spierdalaj... - powiedział przewracając oczami.
-NIE MÓW TAK DO NIEGO! - krzyknęłam.
-Nie rozumiesz, że ona nie chce z tobą rozmawiać?! – wyrwał się Bruno.
-A może ty byś przestał wtrącać swoje grube cztery litery w nie swoje sprawy?!
-To JEST moja sprawa!
-Dobra, chłopaki, spokój! – próbowałam ich uspokoić, bo nie zapowiadało się ciekawie. – Bruno, możesz nas zostawić samych? – poprosiłam. On tylko przejechał Malika wzrokiem i odszedł.
-Więc… - zaczął.
-Więc, nie, Zayn – wyprzedziłam go.
-Ale…
-Nie. Zayn, słuchaj to był test. Test, który wykazał, że ten cały związek nie ma sensu. Jesteś dla mnie jak brat. Tylko brat. Nie chce cię stracić. Po prostu zapomnijmy o tym. Wiem, że to będzie trudne, ale spróbujmy. Tak będzie najlepiej.
-Chyba masz rację…
-Przyjaciele? – wyciągnęłam w jego kierunku rękę.
-Przyjaciele. – uściskał ją.
Przytuliliśmy się, po czym pożegnaliśmy.
-I co? – Bru wychylił głowę z sypialni.
-Nic, jesteśmy przyjaciółmi.
-Rose…
-Bruno… - uśmiechnęłam się.
WŁĄCZ:

-Dobra zapomnijmy o tym. Chodź, mam coś dla ciebie.
-Co takiego?
-Zobaczysz. –odpowiedział i zasłonił mi oczy szalem.
-Ughh… - nienawidzę takich niespodzianek.
Nie mam pojęcia gdzie mnie zaprowadzi, ale jest to na dworze.
-Jesteśmy! – wykrzyknął i powoli rozwiązał mi szal.
Moim oczom ukazał się motor. Ale jaki motor. Ah… On zawsze wie czego chcę. Tak dawno nie czułam tego wiatru we włosach…
-Kocham cię – przytuliłam go.
-Wsiadaj.
Usiadł, a ja za nim. Założył na siebie wielki czarny kask. Ja się nie doczekałam.
-Bruno? A dla mnie?
-Niestety nie ma, w wypożyczalni mieli tylko jeden. Ale będę ostrożny, nie martw się.
Jego słowa otuchy nic mi nie dawały. Boję się jeździć niebezpiecznie. W samochodzie zawsze zapinam pasy, na rowerze zawsze mam kask, a na motorze też zawsze miałam.
Ruszyliśmy. Najpierw powoli, a potem nabraliśmy już odpowiedniego tępa. Ahh to uczucie. Uwielbiam. Po prostu.. Czujesz taką wolność i swobodę. Uczucie nie do opisania. Pamiętam jak mój tata pierwszy raz zabrał mnie na wycieczkę motorem. Miałam 7 lat. Od tamtej pory kocham te maszyny.
Z wspomnień wyrwało mnie dziwne uczucie. Czułam, że jedziemy coraz szybciej. Lekko się wystraszyłam.
-Bruno? Możesz zwolnić?
-Ok.
Ale nie zwalniał.
-Bruno zwolnij! – powiedziałam lekko podenerwowana.
-Najpierw mocno mnie przytul i powiedz jak mnie kochasz.
-Kocham cię najmocniej na świecie, ale zwolnij. – powiedziałam przytulając go.
I dalej nic. A prędkość wzrastała.
-Bruno… proszę… zwolnij…
-Zdejmij mi kask i załóż go na siebie. A potem powiedz jak bardzo mnie kochasz.
Zrobiłam jak kazał.
-Bruno, kocham cię, zwolnij już…
-Ja ciebie też kocham, pamiętaj o tym.
-Bruno ale o co ci chodzi cz nie możesz po prostu zw…… - nie dokończyłam. Poczułam przeszywający ból w całym ciele. Dalej tylko ciemność.

Otworzyłam oczy. Biało. Wszędzie biało. Gdzie ja jestem? Próbowałam obrócić głowę ale ból mi zabronił. Zasyczałam. Ktoś wszedł do pomieszczenia.
-Dzień dobry pani Grant. Jak się pani czuje?
-Co się stało.. Gdzie ja jestem.. – zapytałam zmęczonym głosem siadając na łóżku.
-W szpitalu. Miała pani wypadek.
-Jak to wypadek? Nic nie pamiętam..
-Jechała pani z pewnym mężczyzną motorem. Zepsuły się hamulce i motor jechał coraz szybciej. Wjechała pani w tira jadącego z naprzeciwko z prędkością 210 km/h. O dziwo ma pani lekkie obrażenia, wyjdzie pani z tego. Kask panią uratował.
Zaraz.. Motor, mężczyzna, kask…
Bruno…
-Co z tym mężczyzną? – zapytałam niecierpliwie.
-Cóż.. Nie jest dobrze. Chłopak przeżył ciężki wstrząs mózgu, wciąż leży w śpiączce. Nie wiadomo czy z tego wyjdzie, szanse są bardzo małe. Przykro mi.
Momentalnie fala łez wypłynęła mi z oczu.
-Czy to był dla pani ktoś ważny?
-To był mój chłopak… Ale nie jakiś zwykły chłopak… To był najlepszy człowiek na świecie. Za to co w życiu zrobił należy mu się cholerny tron w niebie.
Nagle wszystko mi wróciło.
-Czy zrobił coś niezwykłego w ostatnim czasie?
-Oddał za mnie swoje życie – uśmiechnęłam się lekko przez łzy.
Lekarz pogłaskał mnie po ramieniu i wyszedł. Zostawił mnie samą. Patrzyłam przed siebie. Czym on sobie na to zasłużył? Niczym. Niczym!
Biłam się z myślami co teraz będzie. Do pokoju jeszcze raz wszedł lekarz. Skorzystałam z okazji.
-Czy… mogę się z nim zobaczyć?
-Oczywiście, proszę za mną.
Zaprowadził mnie korytarzem do innego pomieszczenia. Wszyscy patrzyli na mnie jakby ze współczuciem. Albo to tylko moja wyobraźnia.. Weszliśmy przez drzwi i ujrzałam go. Leżał nieruchomo, z zamkniętymi oczami. Popatrzył na ekran obok niego. Puls spadał, a serce waliło szybko. Za szybko. Usiadłam przy nim.
-Kocham cię. Za wszystko. Za to co zrobiłeś i za to że byłeś przy mnie. Zawsze. W każdej chwili. W każdym momencie. Na każde zawołanie. Kocham cię za to wszystko. Świat nigdy o tobie nie zapomni Bruno Marsie.
Położyłam swoją dłoń na jego. Była lodowata. Wytarłam rękawem koszuli łzy. Zaczęłam śpiewać naszą ulubioną piosenkę. W połowie przerwałam. Usłyszałam jakiś cichutki głos. To był Bruno. Śpiewał razem ze mną. „Kocham cię. Na zawsze” powiedział wręcz niesłyszalnie. I wtedy usłyszałam przeciągły dźwięk. Spojrzałam na ekran. Linia była prosta, a puls wskazywał 0. Spuściłam twarz i zamknęłam oczy. Do sali weszło kilka moich najbliższych osób. Mama i tata położyli ręce na moich ramionach.
-Przykro nam córeczko…
-Nie. Jest dobrze. Obydwoje jesteśmy szczęśliwi. Bo byłam przy nim w ostatnich chwilach. – pociągnęłam nosem. – Na zawsze Bruno. Na zawsze.
____________
Chyba jestem jedyną osobą, która nie zakończyła opowiadania happy endem :0
Nawet nie wiecie jak cholernie trudno jest pisać o czymś takim... ._.
No ale jest.
Więc chciałabym wszytkim podziękować za te wszystkie komentarze pod odcinkami, i za te wszystkie chwile tu spędzone... Cholera, kocham pingera :D Ciężko jest się z wami rozstawać ale cóż, kończę opowiadanie - kończę działalność na pingerze.
Blog będzie cały czas, cały czas będę czytać wasze wpisy ale tu już nic się nie będzie pojawiało. Przepraszam i trzymajcie się :*

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków